img_4390

Miłe słowa

Zauważyłam, że aby stworzyć dobrą atmosferę w domu trzeba zwrócić uwagę na słowa, które wypowiadamy. Słowa mają moc tworzenia rzeczywistości i myślę, że każdy z nas miał okazję spotkać się z osobą, która naprawdę zmieniała atmosferę wokół siebie poprzez słowa, które wypowiadała. Takie osoby, pozytywne czy negatywne, głęboko zapadają nam w pamięć np. spotkanie z ciocią, która przez 3 godziny rozpamiętuje wszystkie złe zdarzenia ze swojego życia, wypomina błędy całej rodziny, narzeka, marudzi i smęci! Po trzech godzinach czujesz się tak „wyprany”, że marzysz tylko o tym,
żeby odpocząć i przyrzekasz sobie w myślach, że nigdy nie poświęcisz trzech kolejnych godzin swojego życia, żeby je tak bardzo zmarnować. Zupełnie inaczej jest z ludźmi, z którymi możesz się pośmiać, porozmawiać, który cię inspirują, a po spotkaniach z nimi czujesz się podniesiony, zachęcony, jakby uskrzydlony.
Bardzo często  są to ludzie, którzy pomimo wielu trudnych przeżyć zachowali radość życia i dobrze to komunikują!
Miłe słowa to kolejny język miłości.

Osoby wokół nas, które mają takie potrzeby emocjonalne oczekują, że świat będzie im komunikował miłość za pomocą słów.

Nie wiem jak to jest skonstruowane i dlaczego, ale przekonałam się wielokrotnie jak bardzo jesteśmy wrażliwi na komunikaty werbalne.
Tak jak Dotykowcy czują się połączeni przez dotyk, tak dla innych miłe słowa sprawiają, że więź emocjonalna staje się silna i, że płynie w niej życie.
Podstawowy komunikat jaki wysyłają to „potrzebuję być lubiany ” .

Co oznacza, że rozkwitają w atmosferze akceptacji, radości i pokoju a koszmarnie znoszą ludzi gniewnych, krytycznych i nadmiernie surowych.

Pomimo bycia bardzo zdolnym dzieckiem, taki uczeń potrafi całkowicie zbaranieć w sytuacji, gdy ktoś jest niemiły lub krytyczny. Myślę, że każdy z nas pamięta sytuację, gdy był wyryty na blachę z jakiegoś przedmiotu i dał się całkowicie zbić  z pantałyku  z powodu uwag nauczyciela czy naśmiewania się kolegów.
Przekleństwem Takich dzieci są niekompetentni nauczyciele, którzy mają swoich pupilków, a ledwo znoszą te dzieci,sprawiające problemy i wymagające nieco więcej ich czasu. W szkole moich dzieci usłyszałam kiedyś tekst, że moje dziecko nie umie się sprzedać, tak jakby nauka w szkole byłam konkursem na sprzedawcę, a nie miała nic wspólnego z wydobywaniem talentów i zachęcaniem dzieci do rozwoju.
Gdy pracuję z dziećmi to bardzo często dzieci mówią mi ze łzami w oczach ” moja pani mnie nie lubi ” i wiem, że jest to dla nich okropne przeżycie, stres przez 5 dni w tygodniu ! O tyle okropne, że dzieci powinny być chronione przez dorosłych, prawda?
Gdy szukałam nauczycielek dla moich dzieci zawsze kierowałam się tylko dwoma wyznacznikami: czy Pani lubi dzieci i czy potrafi utrzymać dyscyplinę. Dzięki Bogu moje dzieci trafiły na wspaniałe osoby, które je naprawdę bardzo lubiły! I byłam zadziwiona jak bardzo potrafiły w każdej sytuacji i każdemu uczniowi powiedzieć coś dobrego. Pod ich skrzydłami moje dzieci czuły się bezpieczne a,te pierwsze lata nauki, były kluczowe dla ich stosunku do szkoły przez cały czas ich późniejszej  edukacji.
Dzieci w szkole nie dostają dużo zachęty i często są spięte i zestresowane stąd marne efekty. A te szczególnie wrażliwe źle funkcjonują w nieżyczliwym i a czasami wręcz wrogim środowisku.
Łatwo się wycofują, płaczą, obrażają lub są sarkastyczne i niemiłe, rozrabiają by zwrócić na siebie uwagę (to w zależności od typu osobowości).
Dla nich słowa  są konieczną do życia informacją zwrotną, bez niej czują się zagubieni  emocjonalnie i trudno im funkcjonować.

Potrzebują więcej powtórzeń niż inni  i komunikatów,  które mówią:” wierzę w ciebie „, „damy sobie radę „!

Są wyczulone na komunikaty niewerbalne wg zasady ” mówisz nie mówisz – komunikujesz”!
Czyli broń Boże odrabiać z  nimi lekcje jak jesteś w złym humorze, bo one to czują i są rozproszone i niespokojne.
Tworzy się wówczas zamknięte koło, bo ty jesteś zdenerwowany, dziecko jest niespokojne, źle robi lekcje, a ty się jeszcze bardziej denerwujesz, więc ono jest jeszcze bardziej niespokojne………scenariusz na grecką tragedię!
Często jest tak, że w rodzinie jest drugie dziecko, któremu to zupełnie nie przeszkadza, ale zapewne miłe słowa nie są jego językiem miłości.
Ciągły komunikat „jestem z ciebie niezadowolony” jest odbierany ze zdwojną siłą i dziecko czuje się odrzucone gdy słowa są ostre albo wypowiedziane złym tonem.
Co zrobić?

Wyeliminować  komunikaty negatywne, zwłaszcza te : „ty zawsze !” i „ty nigdy! „
One są tak definitywne, że czynią najwięcej spustoszenia w relacjach, a poza tym wypowiadane są w momentach zdenerwowania i konfliktu, czyli z dużą siłą i są szczególnie niszczące dla tych osób.

Celem relacji jest bliskość, a celem komunikacji jest zrozumienie drugiej osoby ( a nie postawienie na swoim!) i wypracowanie kompromisu ( według zasady – co dla nas działa, a nie – kto ma rację)
Gdy mamy świadomość do jakiego celu dążymy wtedy jasne staje się, że słowa są ważne.
Oto moje propozycje pozytywnych stwierdzeń, które możecie wykorzystać :
– cieszę się, że cię mam,
– bez ciebie moje życie nie byłoby takie fajne,
– jesteś moim słoneczkiem,
– lubię z tobą spędzać czas,
– jestem z ciebie dumna,
– wierzę w ciebie,
– nasza rodzina bez ciebie nie byłaby taka sama,
–  wiem, że się bardzo starałeś ,
– miałeś rację,
– uwielbiam twoją kreatywność,
– dzięki tobie wszystko jest inne,
– to jest dobre pytanie,
– jesteś bardzo odważna, kreatywna, zabawna, unikalna….
–  rozumiem cię!
Resztę dopiszcie sami ! Powodzenia!

No Comments

Leave a Comment